Skąd pochodzi nazwa Godziszewo?

Dawno, dawno temu, gdy na kociewskiej zemi szumiała jeszcze nieprzebyta puszcza, niedżwiedż miał swoje barcie i jeleń przemykał przez dąbrowę, panował tutaj młody książe. Kochali go wszyscy poddani, bo rozumny był i rządził sprawiedliwie. Lecz choć powszechny otaczał księcia szacunek i dobrobyt, nie radosny był, nie wesoły – a smutny i zamyślony. Martwili się wszyscy, załamywały ręce niewiasty, aż wreszcie ich strapienie się zakończyło.
A było to tak…

 

Jechal kiedyś wiosenną porą konno przez swe dobra książe, oglądał stodoły zasobne, dęby potężne, pszenicę złotą, jeziora pełne ryb, ale nie lekko mu było na duuszy, oj nie lekko. Cóż z tego, że majętości miał dostatnie, bogate, rozległe? Smutek nosił w sobie książe, bo brakło mu ukochanej, umiłowanej dziewczyny, co osłoda byłaby jego życia. Jechał książe przez knieje i marzył o miłości. Nie spodkał dotąd panny, do której zabiłoby jego serce. A czas do miłości był skory, słońce igrało z młodymi liśćmi, zbudzona ziemia wydała kwiaty, zioła i pachnące trawy. Ale książe zamyślony i nie zważał na cuda natury. Nagle koń zatrzymał się, staną nad rzeczką, rzeczułką niewielką, Styną zwaną. Rumak zanurzył chrapy w toni wodnej, a książe rozejrzał się i aż stanął w strzemionach. Nieopodal dziewczyna jakowaś pochylona nad rzeczką włosy swe cudnej urody myła. Iskrzyły się słońcu złote sploty, biała skóra dziewczęcazdała się księciu alabastrem, w jej oczach przeglądał się błękit nieba, usta czerwone były jakby stworzone do śmiechu, policzki zaróżowione wiosennym powietrzem… Zachwycił się książę urodą dziewczyny, zaśpiewało mu w duszy, serce zabiło żywiej – to ona, ta wyśniona! Zeskoczył lekko z konia, podbiegł i chwycił urzeczywistnienie swych marzeń za ręce. Dziewczyna przelękła się nieco, ale rozumnie na księcia spojrzała i zgromiła go za niestosowne zachowanie, za straszenie panien po lasach. A choć chciała, by głos brzmiał srogo, nie mogła ukryś swej radości i czułości. Nieraz jej dziwczęce serce zabiło na widok smutnego księcia, nieraz o nim marzyła, ale ona zamyślony nie dostrzegał jej.
Teraz stał przy niej i roziskrzonym wzrokiem wpatrywał się w pobladłą z przejęcia twarzyczkę.
Zobaczył książę zmieszanie dziewczyny, dostrzegł uczucie w jej oczach. Serce księcia zabiło mocniej. Tylko ta mnie uszczęśliwi,tylko z nią chcę być. Padł książę na kolana przed swą wybranką.
– Kim jesteś piękna dziewczyno, jak cię zwą!? – zapytał.
Chciał biec do chaty jej rodzicóa, prosić o rękę, wesele wyprawiać.
– Jam jest Ewa, zwykła Ewa – odpowiedziała dziewczyna drżącym głosem.
I wtedy padły te słowa pamiętne. Obją książę dziewczynę, zajrzał jej w oczy i poprosił:
– Czy godzisz Ewo zostać się moją żoną?
Godzisz Ewo, godziszewo…powtórzyło echo, zaszumiały dęby, poniosły wieść między ludzi, gdy dowiedzieli się wszyscy o szczęściu radosnego już księcia i pięknej Ewy. Radowali się mieszkańcy okolicznych wiosek, weselili poddani księcia.
Nie chciała dziewczyna z puszcy odchodzić, a książę, który tu miłość odnalazł, rad był pozostać i osadę założyć na miejscu spodkania.
Na pamiątkę oświadczyn nazwali swe siedlisko – „Godziszewo” i żyli w nim bardzo długo i bardzo szczęśliwie.
Do dzisiaj jeszcze godziszewskie panny chodzą nad Stynę, włosy rozpuszczają i czekają na swego księcia.

 

Opracowała: Beata Zdrowowicz

Brak możliwości komentowania.