Legenda o nazwie wsi Gołębiewko

Nieopodal Godziszewa, tuż za granica gminy Skarszewy, ale jeszcze na Kociewiu- rozciągają się lasy i łąki malowniczej wsi Gołębiewko. Starzy mieszkańcy wioski są dumni z nazwy osady i chętnie hodują gołębie. A dlaczego?…

 

…Dawno dawno temu, na godziszewskie łąki przychodziła zbierać kwiaty Ewka, ta, którą Książe pojął za żonę i razem z nią założył wieś Godziszewo. Dziewczyna była piękną, mądra i urocza, dbała o swojego męża i dom.

 

Zawsze wesoła, radosna śpiewała i tańczyła przy zrywaniu kwiatów i ziółek, a nad nią polatywały oswojone gołębie.

 

I taka ja zobaczył, pewnego słonecznego dnia, leśny bartnik, a tak się zachwycił urodą dziewczyny, tak się w niej rozmiłował, że postanowił ja zdobyć. w swoich barciach miód miał przedni -ofiarował wie swe usługi dziewczynie, zachwalał miód, że sił mężczyznom przydaje, zdrowia i urody niewiastom.

 

Chciała Ewa zrobić księciu -mężowi radość, przyjęła dar bartnika. A miód pachnący, złoty kusił swymi zapachem, skosztowała, więc go niezwłocznie. Lecz co to? Nagle dziewczyna zbladła, zachwiała się i osunęła na zielona murawę łąki. Niecny bartnik dosypał do miodu ziół sen sprawiających. Przepłoszywszy wystraszone gołębie, odpędził biedne ptaszki, a potem porwał Ewę i uwiózł w puszczę.

 

Przepadła Ewka!

 

Na próżno słał ludzi, nagrody dawał na próżno!

 

Ewki swej nie odnalazł. Pogrążył się w żalu i boleści.

 

Rozpaczali rycerze księcia i służba, i mieszkańcy wsi -nie ma już pięknej i dobrej pani. I gołębie Ewy były bardzo niespokojne -zabrakło ręki, która je pieściła i hołubiła. Tęskniły za swoja opiekunka, więc i one wyruszyły na poszukiwania. Niejeden życie stracił w szponach jastrzębia, niejeden skrzydełka poszarpał w leśnych ostępach, ale nie ustawały. Szukały długo i wytrwale, zajrzały w każda dziuplę, pod każdy korzeń, aż w pniu wielkiego dębu ujrzały maleńkie zakratowane okienko. Tam trzymał bartnik Ewkę. Nieszczęśliwa dziewczyna nie odmieniła swojego serca, kochała księcia i swa wioskę, płakała nad niedola, jaka ja spotkała.

 

Gruchały gołębie przy okienku, uradowała się dziewczyna, ale ptaszki nie umiały podnieść skobla, ani przedziobać krat. Cóż robić? Lećcie gołąbki do księcia -sprowadźcie pomoc. Pofrunęły wierne stworzenia do zamku -usiadły księciu na rękach, kolanach, głowie -dalej go szarpać za katan, dalej gruchać, skubać rękawy. Odpędzał się książę od ptaszków, które mu Ewę przypominały i przydawały cierpień. Ale gołąbki uparte -taki rejwan poniosły, tak zaczęły go ciągnąć za odzienie, aż domyślił się książę -cos gołąbki od niego chcą, gdzieś go prowadzą! Dosiadł rumaka i ruszył za gołębiami.

 

Doprowadziły go do żony! Uwolnił książę swoją Ewkę, spłakaną teraz z radości. Wyjaśnił zdumionej dziewczynie, że to: „Gołębie Ewko mnie do ciebie przyprowadziły”.

 

Żyli potem już szczęśliwie i bez przykrych przygód -na pamiątkę zdarzenia książę postanowił tam chaty, w których zamieszkali hodowcy gołębi -ptaków wiernych i mądrych, nazwać! I odtąd nosi nazwę -GOŁĘBIEWKO.

Brak możliwości komentowania.